Pustelnia     album     topografia     utwory poetyckie   
Strona główna    
Siostra Bernardyna    
Charyzmat i działalność    
O powołaniu     
Formacja    
Ubiór zakonny    
Historia    
Domy Zgromadzenia    
Pustelnia Kalatówki    
  Sanktuarium Ecce Homo    
  Obraz Ecce Homo    
 Pomocnicy    
 Prośby o modlitwę    
 Aktualności    
 Bracia Albertyni    



Wiersze o Pustelni Albertyńskiej na Kalatówkach
W pustelni św. Brata Alberta
Danuta
BILCZEWSKA
 w cichej pustelni
 Tatry milczą
 pijąc 
 cierpienia kielich
 pełny
 tu nikt
 nie wejdzie
 z twarzą wilczą
 by nie wyjść
 z bielą
 owczej wełny
 cierpienie spływa
 z turni śliskiej
 to
 w twarzy bliskiej
 Chrystus kona
 umiera
 gdzieś
 na nieboskłonie
 cień Jego
 wspiera się
 o nasze dłonie
W: Wybór wierszy III
Konkursu Poezji Rel.,
Ludźmierz, Związek Podhalan, 1995, s. 25.
BLIŻEJ BOGA
Odległy zakątek
Krystyna
CHOJECKA
Pośród lasów i bujnej zieleni 
stoi klasztor, kościółek i chata. 
Wolno idą turyści -zmęczeni
w ten zakątek odległy od świata. 

Chcą odwiedzić pustelnię człowieka, 
który siebie dla innych poświęcił, 
jak On, spojrzeć na życie z daleka
i zapisać Tę Postać w pamięci. 

Jego Dusza się rwała do Boga 
z nieprzepartą tęsknotą i siłą, 
gdzie się kończy udręka i trwoga, 
bo to życie niełatwe tu było!

Czuł, że tam się doczeka spełnienia 
wielkich marzeń, tak bardzo ulotnych, 
że ukoi niepokój, wzruszenia
lat, miesięcy i godzin samotnych.

I zamieszkał w tym miejscu wyśnionym, 
gdzie przyroda świeżością zachwyca!...
W krajobrazie cudownie stworzonym 
widział Jasność Boskiego Oblicza!

Wielbił Boga i duszą i gestem
i modlitwą, co z serca wypływa... 
Łączył słowa ze szmerem, szelestem, 
z szumem wody, co ciszę ożywia...

W tej samotni mógł siłę odnowić
i zrozumieć, czym w końcu jest życie, 
odpoczywać, pracować i chodzić
na spacery, potrzebne psychice. 

Choć Brat Albert już tutaj nie bywa 
w swojej ludzkiej, cielesnej postaci, 
głosem duszy wędrowców przyzywa, 
by tu przyszli i żyli inaczej.

Tu turyści wzruszenie przeżyją, 
oczy, serca i dusze nasycą,
ze źródełka się wody napiją,
widokami pięknymi zachwycą!...

I odejdą po zboczu powoli
z nutką smutku, lecz pełni radości 
i lżej zniosą, co w sercu ich boli 
wobec Jego życiowych trudności.
Wysoko na stoku
Krystyna
CHOJECKA
W  pierwotnej naturze, wysoko na stoku, 
gdzie wszystko jest trwałe niezmienne, 
spoglądał ku górom. W cudownym widoku 
czcił Boga i wielbił codziennie.

Żył tutaj samotnie, daleko od ludzi, 
lecz za to do Nieba miał blisko!
Miał zieleń wokoło, szum ze snu Go budził! 
On kochał, podziwiał tu wszystko!

I drzewa szumiące i strumień, co płynie 
w nieznane, z niezwykłym pośpiechem 
i góry i słońce i domy w dolinie
i głosy, co niosą się echem!...

Pochłaniał widoki i wzrokiem i sercem 
i rany swej duszy tym leczył.
Oglądał obłoki i szeptał w podzięce 
pieśń Stwórcy i Panu Wszechrzeczy!

Po życiu burzliwym, niełatwym i znojnym, 
zszarpanym wśród obcych i w kraju,
był tutaj szczęśliwy, wesoły, spokojny...
Tu duszą przebywał już w Raju!

Kalatówki
Krystyna
CHOJECKA
Kalatówki położone
na pochyłym zboczu góry 
tu, gdzie lasy są zielone
i gdzie nisko płyną chmury... 
Gdzie powietrze zdrowe, czyste, 
jak w strumieniu świeża woda, 
a koryta rzek skaliste
i przedziwna gór uroda!

Tu kościółek jest drewniany,
jak z obrazka, śliczny, mały. 
Proste stropy, okna, ściany -
lecz jest domem Bożej Chwały! 
Tam, daleko świat i wszystko, 
co ulotne, zgubne, złudne,
a tu Bóg jest całkiem blisko, 
i widoki są tak cudne!...

Kalatówki zapraszają
z gościnnością w swoje progi. 
Na turystów wciąż czekają, 
którzy zboczą z górskiej drogi. 
Udostępnią im pamiątki
po Człowieku z Wielkim Sercem, 
fotografie, książki, świątki,
po tym, co miał hojne ręce!...

Można tutaj sercem przeżyć 
chwile wzruszeń najpiękniejsze, 
poznać Boga i uwierzyć
w to, co w życiu najważniejsze. 
W ludzką dobroć bezgraniczną, 
całkowite poświęcenie
i przyrodę widzieć śliczną 
i pokochać Polską Ziemię.

Jak Brat Albert żyjmy pełniej, 
bądźmy w świecie zakochani, 
wierni Bogu, ludziom wierni, 
całym sercem im oddani!... 
Nieśmy pomoc, miłość wszędzie. 
Chciejmy radość, szczęście mnożyć, 
to na ziemi lepiej będzie
żyć, rozwijać się i tworzyć!


Duch Brata Alberta (1962 r.)
S. Assumpta Faron
I
Wyniosłe stoją szczyty gór, 
podnoszą dumne czoła,
jakby wsłuchane czy ich ktoś 
z oddali lat nie woła. 
Stoją w zadumie, skronie swe 
wspierają na błękicie, 
pewnie czekają złotych zórz, 
co błysną znów o świcie. 
Cisza...i tylko orli lot 
przeszywa lazur nieba,
a tam w dolinie rzesze wciąż 
łaknące, głodne chleba. 
Złotem, rubinem słońca blask 
oblewa martwe skały, 
jakby się nagle w bólu łzach 
serdeczną krwią oblały.
W ciszy wieczornej dźwięczy dzwon 
jękliwie i żałośnie...
Ach! żal opuszczać piękno gór, 
więc boleść w sercu rośnie.
Wśród ciemnych smreków, 
pośród skał Pustelnia ukochana, 
wzniesiona trudem własnych rąk, 
we snach wykołysana.
Jak gniazdo orle skryła się 
przed głośnym gwarem świata, 
taka wydarta z serca wprost 
i taka aż skrzydlata.
Rubin się słońca zmienił już 
w liliowe, szare cienie, 
jakby ostatni uśmiech ten 
przemienił się w cierpienie.
W ból i cierpienie głodnych rzesz 
i rąk z błagalnym gestem. 
Tak, odejść muszę ...muszę stąd, 
bo dla nich przecież jestem.

II
Powoli schodził szary Mnich 
skalistą ścieżką z góry; 
nad nim szarością mroku już 
pokryły się lazury,
groźnie ciemnieją zwały skał, 
jakby zastygły w gniewie,
lecz Mnich nie patrzy na nie, więc 
nic o ich groźbie nie wie. 
Nie myśli już o pięknie gór, 
które opuścić trzeba
aby łaknącym braciom swym 
nieść z serca kromkę chleba.
Że zdradził sztukę, piękna czar 
poświęcił dla nędzarzy ...? 
Ach, na dnie tych zbrukanych dusz 
ślad dojrzał jakiejś twarzy; 
odnalazł piękno skryte w niej 
Chrystusa cierpiącego,
on malarz - więc odnowić chce 
w nich obraz Boga swego.

III
I poszedł do nędzarzy tych, 
był dla nich ojcem, bratem, 
nie lękał się, choć walczył sam 
z całym ówczesnym światem. 
Odrzucił sławę, talent swój 
zmienił na kromkę chleba,
by karmić nią zgłodniały tłum 
i z błota wieść do nieba. 
Tak złożył życie swe na stos, 
ofiarny stos miłości...
Lecz ileż wskrzesił w braciach tych 
cierpiących skier radości! 
Iluż nakarmił sercem swym, 
gdy mu zabrakło chleba...
Artysta malarz, kwestarz, brat 
co czołem sięgnął nieba.

IV
Minęły lata... szczyty Tatr 
jak dawniej dumne stoją, 
zazdrośnie strzegąc pośród skał 
tajemnic księgę swoją;
jak dawniej groźnie patrzą w dal. 
w wieczornym szarym mroku, 
i smreki szumią pieśń bez słów 
i woda gra w potoku.

Szeroko płynie dzwonu głos, 
pustelnię mgły spowiły, 
jak dawniej wszystko, jakby się 
minione dni wróciły.
Tylko skalistą ścieżką w dół 
nie schodzi Mnich wśród mroku, 
nie spocznie już na zrębie skał 
zmęczony u potoku.
Nie przyjdzie tutaj ... jednak mnie 
tak jakoś się wydaje, 
że znowu idzie ścieżką w dół, 
zmęczony znów przystaje.

On żyje. Przecież Jego duch 
w pustelni żyje ciszy
i wie o wszystkim ... każdy szept 
i każdą prośbę słyszy. 
On żyje. Przecież każda z nas 
to cząstka tego chleba 
który rozdaje, aby nim 
nędzarzy karmić z nieba.
Co wieczór schodzi ścieżką w dół 
do swoich, do biedaków, 
odwiedza domy znowu dziś... 
Przemyśl, Tarnów i Kraków...

V
Cóż znaczą lata, wieki, czas - 
gdy duch mocarny żyje?
Jego mogiły zimny głaz 
nie zniszczy, nie przykryje.
W proch się rozsypią zwały skał, 
granity w przepaść runą,
ale pamięci wielkich dusz
z serc ludzkich nie usuną.
Przeminą wieki, zejdą w grób
rzesz ludzkich pokolenia,
lecz pamięć o nich będzie trwać,
nie zatrą się wspomnienia.
Ich imię tam wpisane jest,
gdzie gwiazd złocistych droga,
bo życia swego nieśli dar
dla ludzi i dla Boga.

W górskiej świątyni
S. Magdalena
KACZMARZYK
Ref: W górskiej świątyni wielka cisza,
Chrystus na krzyżu wisząc milczy, 
ale On widzi, wszystko słyszy

W twarzy majestat ma cierpienia, 
w dal mgłą zasnute patrzą oczy,
pierś się ostatnim wzniosła tchnieniem, 
i cały Krwią serdeczną broczy.

Pragnienie pali Go straszliwe, 
rozpięte bolą Go ramiona,
cały na ranach wisi żywych,
Krew Mu już krzepnie; Patrz! On kona !!! Ref.

Ciało ostatnim drga już dreszczem, 
ostatnie świszczą Mu oddechy,
Chryste! Nim skonasz powiedz jeszcze, 
że wszystkie mi przebaczasz grzechy.

Powiedz mi zanim stąd wyruszę, 
żeśmy ze sobą pojednani,
głęboko niech zapadnie w duszę, 
to moje z Tobą dziś spotkanie. Ref.