|
|
|
|
ROZWAŻANIA
OTO CZŁOWIEK
Siedem medytacji przed obrazem
św. Brata Alberta Chmielowskiego
ECCE HOMO
Piotr Jordan Śliwiński OFMCap.
Kraków 2000
PILASTER
Piłat wyszedł ponownie na zewnątrz i przemówił do nich: Oto wyprowadzam
Go do was na zewnątrz, abyście poznali, że ja nie znajduję w nim żadnej
winy. Jezus więc wyszedł na zewnątrz, w koronie cierniowej i
płaszczu purpurowym. Piłat rzekł do nich: Oto człowiek (J 19, 4-5).
Jezus więc wyszedł na zewnątrz. Staje na tle rzymskiej
budowli, ozdobiony insygniami, znakami swej męki, staje jako
prawdziwy Człowiek. Właśnie w tym momencie ujmuje go wyobraźnia
artystyczna Alberta Chmielowskiego. Chrystus - jego sylwetka
doskonale harmonizuje z fragmentem architektury rzymskiej. Pilaster po
prawej stronie obrazu jest jakby zrytmizowany z całą sylwetką Jezusa,
jakby ją "odbija". Czoło Zbawiciela znajduje się na tej samej wysokości
co kapitel pilastra. Belkowanie spoczywające na pilastrze zostaje tak
przedstawione - jakby łączyło się z głową Zbawiciela. Zharmonizowanie
z tłem architektonicznym podkreśla także układ sznurów na szyi Jezusa.
Takie wertykalne zszczepienie sylwetki Chrystusa i elementu
architektonicznego podkreśla, przedstawia językiem malarskim jedność
Zbawiciela ze światem.
Bóg tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy kto w Niego wierzy nie umarł, ale miał życie wieczne (J 3, 16). Chrystus wchodzi w życie człowieka, w nasze życie, często wkracza w nie "wyprowadzany na zewnątrz" do szydzącego tłumu namiętności, uprzedzeń, przesądów i ocen. Jest prawdziwie Człowiekiem, jest solidarny z każdym człowiekiem, z
każdym swym najmniejszych bratem. Trudno się dziwić, że święty
Albert Chmielowski potrafił odnaleźć Jezusa - prawdziwego Człowieka
w ludziach odrzuconych, "wyprowadzonych na zewnątrz"
społeczeństwa, wyprowadzonych do miejskiej, krakowskiej ogrzewalni.
TWARZ
Twarz Chrystusa jest jedynym ukończonym elementem obrazu. Jej ważność w obrazie podkreśla otaczające ją światło, które wyodrębnia boskie Oblicze
Chrystusa z tła, nadaje mu blask. Twarz Zbawiciela jest spokojna, choć
naznaczona cierpieniem. Rany zadane przez ciernie i bicze krwawią.
Oczy przymknięte, jakby chroniące przed wyszydzeniem to, co
najważniejsze - wnętrze człowieka: miłość, dobroć.
Nie zasłoniłem mej twarzy przez zniewagą i opluciem. Pan Bóg mnie
wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem moją
twarz jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam. (Iz 50, 6n)
Twarz Chrystusa jest namalowana jakby patrzono na nią
"na wprost". Zaś prezentacja architektury na obrazie, jej linie
wyznaczają punkt patrzenia poza prawą krawędzią obrazu. Ponieważ
widać także dolną krawędź balustrady, za którą stoi Chrystus, punkt
patrzenia znajduje się poniżej postaci Chrystusa. Jednak ten punkt
patrzenia ("widz zewnętrzny": na prawo - poniżej), nie zostaje
zachowany w rysunku twarzy. Jest ona namalowana z punktu widzenia
"na wprost". Obraz ma dwa punkty patrzenia wyznaczone perspektywą
w nim użytą.
To podwójne ujęcie perspektywiczne oraz blask, który otacza głowę sprawia, że postać Zbawiciela jest oderwana, wyraża odrębność wobec świata, reprezentowanego przez fragment architektury. Albert Chmielowski podkreśla przy pomocy takiej kompozycji boskość Chrystusa.
On istniejąc w postaci Bożej nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie przyjąwszy postać sługi (Flp 2, 6-7). Na Jego wzór święty Albert stał się sługą i ogołocił samego siebie, służąc innym.
KORONA
Korona ozdabia głowę władcy, jest znakiem dominacji, wywyższa ponad innych. Dla starożytnych była ona symbolem ognia, promieni słonecznych otaczających władcę. Rzymianie dekorowali głowy wieńcami np. laurowymi. Był to symbol zwycięstwa, potęgi, władzy.
Korona z ciernia okala głowę Chrystusa. Jest straszliwym symbolem szyderstwa
z jego władzy. "Witaj królu żydowski!".
Szyderstwo to powtarza się w dziejach ludzkości, w historii każdego człowieka. Grzech w swej pierwotnej, archetypicznej treści jest detronizacją Boga, zakwestionowaniem jego wyjątkowego, jedynego, centralnego miejsca w życiu człowieka. Będziecie tak jak Bóg znali dobro i zło! (Rdz 3, 5)
Korona z cierni. Rodzenie ciernia zamiast owocu jest skutkiem próby detronizacji Boga, budowania ołtarzy, świątyń innym bogom. Ciernie i osty wyrosną na ich ołtarzach. Wtedy powiedzą górom: ŤPrzykryjcie nas!ť a wzgórzom: ŤPadnijcie na nas!ť(Oz 10, 8) Cierń trosk, bogactwa i przyjemności życia zagłusza rozwój ziarna słowa w sercu człowieka, tak że nie wydaje on często owocu (por. K 8,
14).
Na obrazie gałązki cierni tak ściśle przylegają do głowy Zbawiciela, że niemal nie można odróżnić ich od włosów. Jakby wrastają w czoło, w głowę Chrystusa. Dla Alberta Chmielowskiego wizerunek Zbawiciela to obraz, zapis panowania w poniżeniu. Święty Brat Albert gotów był na wzór swego Pana "zrastać się" z koroną cierniową odrzucenia, degradacji społecznej, niezrozumienia, jak i
cierniami niewierności swoich braci.
Bądź wierny aż do śmierci, a dam ci wieniec życia. (Ap 2, 10)
TRZCINA
Dziwny to Król. Korona z ciernia a do tego dzierży w swym ręku berło trzcinowe.
Wzgarda, która nie omija Króla, dotyka i Królestwo.
Wszak to ludzie są obywatelami Królestwa Niebieskiego, ludzie, którzy uwierzyli,
ale dalej są słabi, chwiejni jak trzcina na wietrze (por. K 7,24). Trudno
się na nich oprzeć, są jak nadłamana laska trzcinowa, która gdy kto
się na niej oprze wchodzi w dłoń i przebija ją (Iz 36,6). I niewielką
pociechą jest to, że jak powie filozof: Człowiek jest tylko trzciną
najwątlejszą w przyrodzie, ale trzciną myślącą. (B. Pascal,
Myśli, n. 264). Myśl człowieka, choć tak giętka i wspaniała,
wymyśliła też krzyż dla swego Pana, krzyż, który dalej sterczy
straszliwie na wszystkich Golgotach świata.
Ale przecież Królestwo Niebieskie, Królestwo Chrystusa choć jest królestwem
trzcin myślących nie jest słabe. Nie jest słabe dlatego, że to On Pan i
Zbawiciel ujął trzcinowy byt i los człowieka w swoje ręce. On, Król,
trzciny zgniecionej nie złamie, ani knotka tlącego się nie dogasi
(Mt 12, 20). Albert Chmielowski doświadczył kruchości i chwiejności
swego bytowania. Utrata nogi w powstaniu styczniowym, ostra depresja
w nowicjacie jezuickim, burza skrupułów i wątpliwości. Święty Brat
Albert odkrył, że jedynym lekarstwem na własną chwiejność i słabość
jest wsunąć się jak trzcina w ręce cierpiącego Chrystusa.
WIĘZY
Z ramion Jezusa spływają sznury, które tworzą rodzaj więzów. Właściwie nie
przywiązują Zbawiciela do niczego, nie widzimy też, aby krępowały go,
jak to bywa zwykle ze skazańcami. Wydaje się jakby Albert Chmielowski chciał zwrócić przez ten element uwagę na inną głębszą rzeczywistość. Oplotły mnie więzy śmierci, dosięgły mnie pęta otchłani, popadłem w ucisk i udrękę (Ps 116, 3). Chrystus jest już praktycznie wydany na śmierć. Jeszcze wahanie Piłata, przełamane przez wrzask tłumu i już zapadnie wyrok. Zbawiciel wie, że to tylko stacja w drodze na Golgotę. Świadomie przyjmuje "więzy śmierci".
Więzy śmierci to więzy, które założył na siebie człowiek przez grzech. Mędrzec biblijny jasno widzi tę zależność: Gdy grzesznym nieprawość owładnie, trzymają go więzy występku. Umrze on z braku nauki, pobłądzi z ogromu głupoty (Syr 5, 21-23). Chrystus pozwala się spętać więzami grzechu i śmierci, aby uświęcić i uwolnić człowieka.
Słuchajcie tego, co mówi: Jezusa Nazarejczyka, Męża, którego posłannictwo Bóg potwierdził wam niezwykłymi czynami, cudami i znakami (...) przybiliście rękami bezbożnych do krzyża i zabiliście. Lecz Bóg wskrzesił Go, zerwawszy więzy śmierci, gdyż niemożliwe było, aby ona panowała nad Nim. (Dz 2, 22-24)
Święty Albert pokazywał swoim życiem i biedakom z ogrzewalni, i salonom Krakowa jak korzystać z wyzwalającej mocy cierpienia, śmierci i zmartwychwstania Chrystusa. Otrząśnij się z prochu, powstań o Branko Jerozolimska! Rozwiąż sobie więzy na szyi, pojmana Córo Syjonu! (Iz 52, 2-3)
PŁASZCZ
A żołnierze uplótłszy koronę z cierni włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym (J 19, 2).
Płaszcz, coś najbliższego człowiekowi w sensie fizycznym. Biedacy okrywali się w nocy płaszczem, dlatego gdy był on zastawem pod pożyczkę Biblia zalecała go oddać przed zmrokiem. Oto Jezusowi odbierają także to, co najbliższe, co najbardziej Jego i co wyraża także Jego godność. Płaszcz z purpury - szyderstwo z godności, z odmienności. Albert Chmielowski doskonale przedstawił to upokorzenie Chrystusa. Płaszcz przykrywa nagość, ale odsłania równocześnie krwawe ślady biczowania.
A przecież dotknięcie płaszcza Chrystusa, ów widzialny znak dotknięcia wiarą, sprowadził na kobietę cierpiącą na krwotok uzdrowienie (Mt 9, 40). Przed Chrystusem wjeżdżającym do Jerozolimy tłum na znak szacunku słał swe płaszcze jak kobierzec, aby król w splendorze wkroczył do swego miasta (Mt 24, 18).
Teraz Chrystus stoi w płaszczu szyderstwa. To preludium do obnażenia na
Golgocie, do rzucenia losu o Jego suknię (J 19, 23n). Jednak Zbawiciel
nie jest zrozpaczony. Jest zjednoczony z Ojcem.
Niech oni złorzeczą, ale Ty błogosław!
Niech się zawstydzą powstający
na mnie.
Twój sługa niech się cieszy!
Niech moi oskarżyciele odzieją się hańbą,
niech się wstydem okryją jak płaszczem! (Ps 109, 28n)
Święty Albert adorował upokorzonego Zbawiciela widząc w Nim zapowiedź przyszłej chwały i moc do pomocy innym upokorzonym.
Błogosław duszo moja Pana!
O Boże mój, Panie jesteś bardzo wielki!
Odziany we wspaniałość i majestat,
światłem okryty jak płaszczem. (...)
Póki mego życia chcę śpiewać Panu
i grać mojemu Bogu, póki mi życia starczy.
Niech miła Mu będzie pieśń moja,
będę się radował w Panu. (Ps 104, 33n)
SERCE
W centrum obrazu znajduje się jaśniejsza plama - to podkreślony różowym
kolorem tors Chrystusa, który wyłania się spod rozchylonego
szkarłatnego płaszcza. Znaczenie tego fragmentu, a przez to całego
obrazu odczytał świetnie arcybiskup Szeptycki, gdy po raz pierwszy
zobaczył płótno: Niech ksiądz patrzy, wołał z uniesieniem (do
towarzyszącego mu kapłana), niech ksiądz patrzy. To przecież nowy,
genialny sposób przedstawienia Serca Pana Jezusa. Picasso czasem
zniekształcał jakieś szczegóły w budowie anatomicznej człowieka, kiedy
chciał wydobyć na wierzch niedostępny dla innych szczegół duszy. Brat
Albert zdeformował trochę ramię Chrystusa, lecz co z tego wyniknęło?
Niech ksiądz popatrzy. Czerwona chlamida opada z ramion tak, że
zarysowuje się na ubiczowanej piersi Chrystusa olbrzymie serce. Cały
Chrystus zamienia się w serce. To zbiczowane Boże Serce. (K.
Michalski, Brat Albert, Poznań 1978, s. 25).
Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy strudzeni i obciążeni
jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się
ode mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla
dusz waszych. (Mt 11, 29)
Mężowie, dokąd będziecie sercem ociężali?
Czemu kochacie marność i szukacie kłamstwa?
Wiedzcie, że Pan okazuje mi cudownie swą łaskę,
Pan mnie wysłuchuje, ilekroć go wzywam. (Ps 4, 3)
O Tobie mówi moje serce:
Szukam, o Panie, Twojego oblicza;
swego oblicza nie zakrywaj przede mną,
nie odpędzaj z gniewem swojego sługi!
Ty jesteś moją pomocą,
więc mnie nie odrzucaj i nie opuszczaj mnie,
Boże, moje Zbawienie. (Ps 27, 8n)
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą (Mt 5, 8).
Niech się nie trwoży serce wasze, ani się nie lęka (J 14, 27).
(...) wy teraz doznacie trochę smutku. Znowu jednak was zobaczę i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt nie zdoła wam odebrać. (J 16, 22)
Arcybiskup Szeptycki wyprosił sobie ten obraz Alberta Chmielowskiego. Zawisł w jego prywatnej kaplicy we Lwowie. Brat Albert pragnął jednak przede wszystkim, aby wszyscy ludzie wyryli obraz Ubiczowanego Serca Bożego w swoich sercach.
|
|